nie rozumiem blogosfery

18:46

tak jak w tytule. niektórzy blogerzy piszą mądrze, mają coś do przekazania. ale takich już się nie czyta, a szkoda (ps jesli macie takiego 'zyciowego' bloga, z przemyśleniami czy coś, dajcie znać, chętnie zajrzę!). tak samo, np. ja. mam 20 obserwatorów, a komentarzy żadnych i znikome wyświetlenia. chciałabym w komentarzach nawiązać jakąś konwersacje, a tam same pustki. chyba pora się popromować, bo to jedyna droga do jakiegokolwiek ruchu na blogach. o dziwo, lubię promowanie, przynajmniej z jednej strony - mogę popatrzeć na inne blogi, które niestety w 99% są w tematyce beauty, gdzie się podziało prawdziwe przesłanie? nie mówię, że to złe, bo sama często jestem gościem na tych stronach, ale na pewno znajdzie się ktoś kto ma jakieś przemyślenia, proszę, zakładajcie blogi! z drugiej nie lubię, bo czasem w komentarzach znajduję tylko to.
a wy? co sądzicie o blogosferze? dajcie znać w komentarzach.
 
                                                                      mam nadzieję, że miło spędzacie tegoroczne wakacje :)
                                                                                                                     navney is offline xx

miłość?

19:01

znacie to uczucie kiedy ktoś podoba Wam się tak mocno, że zaczynacie go kochać? mimo, że nie znacie go na tyle, aby darzyć to uczucie do tej osoby. 

to taki wasz dobry kolega, porozmawiacie sobie na przerwach, pożartujecie, ewentualnie zatanczycie ze sobą milion razy na dyskotece i on da Wam pustą nadzieję.
ja znam to uczucie. coś pomiędzy kraszowaniem (dla niewtajemniczonych, to wtedy kiedy ktos ci sie podoba) a kochaniem. 
wiedziałam o nim dużo i mialam dużo jego zdjęć, taki ze mnie agent fbi, hehe.
to uczucie nie jest dobre. darzysz kogoś tak wielką sympatią, niestety nieodwzajemnioną i towarzyszy ci wieczne wrażenie osamotnienia i tego, że nie jesteś warta/y drugiej osoby. 
to bardzo smutne, przezywalam to prawie rok. dawalam mu szansę, aby stał się da mnie kimś więcej, ale on ich nie wykorzystywał, nie chciał mieć dziewczyny w gimnazjum, przynajmniej tak mówił, aczkolwiek próbował się spiknąć z inną loszką, którą mu wszyscy odradzali, ale wracając.
byłam samotna parę miesięcy, nie chciałam chodzić do szkoły, a on i nowa przyjaźń, sprawiły, że wszystko nabrało sensu. teraz on był absolwentem i zaczęły się wakacje, i znów czuję się tak samo, a wizja strasznego, przyszłego roku szkolnego nie napawa mnie optymizmem.
                                                                                               Szczęśliwych wakacji kochani!
                                                                                                                     navney is offline xx

#lifeupdate

18:48

Hej! Nie było mnie tu jakiś miesiąc, ale w najbliższym czasie postanawiam wrócić i dodawać posty regularnie. Powodów mojej nieobecności było kilka, ale teraz już wiem co i jak. Dzięki blogu potrafiłam uspokoić i posegregować myśli, więc bardzo chce do tego wrócić. Jeśli macie jakieś propozycje na posty lub jakieś pytanka do mnie, śmiało piszcie w komentarzach!
                                         
                                                              navney is offline x

Dlaczego nienawidzę szkoły?

10:14

Cześć wszystkim!
Temat tej prześwietnej placówki, do której musimy uczęszczać codziennie, spędzać w niej około 7h i uczyć się w większości nieprzydatnych rzeczy, jest nam dobrze znany. Niektórzy chodzą do niej chętnie, drudzy mają ją gdzieś, a inni jej nie lubią. Ja należę do tej ostatniej grupy, dlatego przychodzę dzisiaj do Was z 5 powodami, dlaczego tak jest.


1. Nauczyciele
Może to nie jest główny powód, dlaczego nie lubię uczęszczać do szkoły, ale nauczyciele bywają czasem tacy, że po prostu odechciewa nam się wszystkiego. Osobiście mam zazwyczaj dobrych i wyrozumiałych nauczycieli, ale trafiło mi się już paru "niefajnych". Bywają za ostrzy i zbyt wymagający, na ich lekcjach nie wolno nawet oddychać za głośno, robią kartkówki co lekcje i uważają, że to ich przedmiot jest najważniejszy ze wszystkich. Jeszcze inni natomiast całkowicie "zlewają" uczniów i nie uczymy się praktycznie nic na ich lekcjach, ale i tak wszyscy mają piątki. Oczywiście nie każdy belfer jest taki! Teraz większość moich nauczycieli jest naprawdę super :)

2. Oceny
Czyli nic nie znaczące cyferki, które mówią innym czy jesteśmy "głupi, przeciętni lub nadzwyczaj inteligentni". Tak na prawdę one nijak nie odzwierciedlają naszej wiedzy. Dzięki nim zawsze ktoś przypina nam łatkę kujona albo nieuka, a prawda jest taka, że nie każdy jest najlepszy ze wszystkiego. To że nie poszło nam na jakimś sprawdziane, nie oznacza od razu, że jesteśmy mniej inteligentni od kolegi, który dostał piątkę. Zresztą za parę lat nie będzie miała znaczenia ocena z wtorkowej kartkówki z niemieckiego, z której dostaliśmy 2. Najważniejsze to wiedzieć, jaka jest nasza wiedza. (masło maślane)

3. "fejm"
Ach, ta popularność w gimnazjum. Jak to fajnie jest przychodzić do szkoły dwa razy w tygodniu, by wykraść się na fajeczkę ze znajomymi. Być zagrożonym z połowy przedmiotów, ale najważniejsze jest to, że wszyscy nas lubią i jesteśmy "popularni". Co da nam ta "popularność" po gimnazjum? Zdobędziemy dzięki niej pracę? Raczej nie... Poza tym, fajki i alkohol? Kiedy ma się 13-15 lat? Zbyt fajne to to nie jest.

4. Klasa/Koledzy
Tutaj nie wiem co napisać, bo z jednej strony moja klasa jest spoko, a z drugiej nie do końca. Czasem na lekcji gadają non stop, przez co nie można skupić się na nauczycielu i przez to piszemy jakieś niezapowiedziane kartkówki "za karę". Jesteśmy bardziej podzieleni na grupki, ale jeśli przychodzi co do czego to potrafimy się zgrać. Zdarzają się czasem sprzeczki lub jakieś fałszywości, jak to w klasie, ale myślę, że zawsze mogłam trafić gorzej. Nie jestem bardzo zgrana z chłopakami z mojej klasy, są dosyć dziecinni, ciągle opowiadają dziwne "żarty", które nijak mnie nie śmieszą. Z dziewczynami jestem w bardziej bliskich kontaktach, ale często się kłócimy (jak to dziewczyny). Często nie mam ochoty chodzić do szkoły, bo nikt mnie nie rozumie tak do końca.

5. Nauka nieprzydatnej wiedzy
Może trochę źle to ujęłam, ale chodzi mi o to, że mamy za dużo przedmiotów do nauki, a w większości i tak nie przyda nam się to do życia. Po co nam 3 lata (plus liceum) nauki np. chemii, skoro nie wiążemy z nią przyszłości? Wystarczyłby tylko rok, aby poznać podstawy podstaw i żeby dowiedzieć się czy ten przedmiot nas interesuje. Tak samo z paru innych przediotów. Np. po co przyszłemu lekarzowi 6 lat historii, skoro w gimnazjum i tak przerabiamy ten sam materiał co w podstawówce?


Niektóre rzeczy są lekko przerysowane i sarkastyczne, dlatego proszę, przyjmijcie ten post z dystansem :) Komentujcie i dzielcie się tym, jakie Wy macie podejście do szkoły! ;)

Zapraszam na mojego instagrama - navney - klik!
                                                                                     navney is offline xx

Przyjaciele czy nie?

12:04

 Macie czasami tak, że wszyscy się od Was odwracają (no praaawie wszyscy)? Ja mam tak dosyć często. Moje ponoć najlepsze przyjaciółki, mają mnie w dupie, dopóki nie chcą się z czegoś pośmiać,albo mają jakiś problem (ale nie mówię, że zawsze, absolutnie nie!, zdarzają się takie dni gdzie gadamy normalnie). Nawet jeśli one mi nie pomagają kiedy ja tego potrzebuję, to i tak ja pomogę im, bo nie umiem zostawić człowieka bez pomocy. Często mi mówią, że powinnam iść na psychologię - szczerze mówiąc rozważam tę wizję przyszłości obok kilku innych. Wracając, na pewno nie "zerwę" z nimi, bo naprawdę przeżyłyśmy razem sporo cudownych chwil, no i jeśli nie miałabym ich, to nie miałabym z kim gadać w szkole, a że jestem dosyć nieśmiała, to nie umiałabym nawiązać kontaktu z kimś innym. Może to aroganckie z mojej strony, no cóż.

Przez całą podstawówkę miałam suuuuper przyjaciółkę. Nie kłóciłyśmy się prawie w ogóle, byłyśmy zawsze dla siebie, kochałam ją. Niestety poszła do innego gimnazjum, piszemy od czasu do czasu na fejsbuku, ale to nie jest to samo. Ludzie się zmieniają i ona też się zmieniła, nie mówię, że ja nie, ale wydaje mi się, że ona bardziej. Zmieniły się jej priorytety i już nie jest tą samą osobą.  Brakuje mi dawnej, dobrej x (przyjmijmy, że to jej imię). Czasami bardzo za nią tęsknię, zwłaszcza, kiedy nie mam z kim rozmawiać. Kiedyś wszystko było prostsze.

A wy? Też jesteście czasami w takiej sytuacji? Komentujcie, z chęcią poczytam co Wy na ten temat sądzicie :) 

Zapraszam na mojego instagrama - navney - klik!
                                                                                                navney is offline x